Historia mieszkania

Było już dobrze po północy, gdy leżałem w łóżku. Wtem domofon. Kto tu może przychodzić? Nie pomylili guzików, bo to jedyne zasiedlone mieszkanie w klatce. Ale to woonerf, więc pewnie balowicze-pijacy. Leżę. Nie mam zakluczonych drzwi pokoju. Nie chce mi się wstać. Zdobywam się jednak na wysiłek i zakluczam te i sprawdzam frontowe. Potem dzwoni jeszcze długo, przeciągłym jękiem. Taki domofon mógłby być w domu strachów.
Następnego dnia spotykam współdomownika – Darka, łysy i po trzydziestce. Pyta mnie, czy wiem dlaczego dzwonili. Odpieram, że musieli być nawaleni. Mówi, nie dlatego. Tu był burdel jeszcze rok temu.
– Burdel, burdello! – obwieszcza, jakby żałował że już nie ma. Zaiste układ pokoi pasuje, są od siebie separowane. Nie wiedziałem, że taka quasi-mroczna historia się kryje.
Darek ciągnie wątek, że wchodziło się na hasło "Można?"
Nie wiadomo czy burdel sam się zamknął, czy policja, ale jak był taki tajny, to pewnie policja. Poinstruował mnie Darek, że mam mówić: nieaktualne. Że już go nie ma. Tak mi to tłumaczył, jakbym sam nie odnotował.
Zażartowałem, że na „można?” będę odpowiadać „nie można”. Ale pewnie lepiej nie wchodzić w żadne gry słowne za bardzo.
PS. Tej nocy znów dzwonili. Darek chodził uparcie odebrać. Chyba go kręci to odbieranie. Ja kombinuję jak odłączyć domofon.
PS2. Dowiedziałem się potem, że Darek nie jest po trzydziestce, ma 27 lat, ale tak mi wyglądał. O nim będzie wpis.

Wejście do dawnego burdla z kurewskim śmietniczkiem

Komentarze

  1. to ja bym zażądała od właściciela zniżki za czynsz z tytułu nocnego nękania

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty